niedziela, 3 czerwca 2012

Polska - Andora

 
Zaw­sze trze­ba po­dej­mo­wać ry­zyko. Tyl­ko wte­dy uda nam się pojąć, jak wiel­kim cu­dem jest życie, gdy będziemy go­towi przyjąć nies­podzian­ki, ja­kie niesie nam los.
                                                                Paulo Coelho

   Ach te weekendy! Mam jeszcze mniej czasu niż w ciągu tygodnia, ale przynajmniej się nie nudzę ! ;)
Wspomniałam Wam wczoraj, że powiem, gdzie byłam. Tak więc byłam na meczu Polska - Andora. To był mój pierwszy wyjazd na taka imprezę i pomimo wcześniejszego marudzenia, że '' Ja tego oglądać nie będę. Nie lubię. Nie chcę'' może nawet wybiorę się jeszcze raz. Mecz był na stadionie Pepsi - Arena w Warszawie. Było duużo ludzi, aczkolwiek wiele miejsc było wolnych. Sam mecz mega nuda. Udało mi się zobaczyć tylko jedną bramkę, ale jakoś nie żałuję. Zakończyło się zwycięstwem naszych 4 : 0.
    Postanowiłam, że poczytam sobie dzisiaj o tym spotkaniu i wiecie, czego się dowiedziałam? Ponoć wszyscy zawodnicy Andory to amatorzy. Grają, bo lubią. Ich treningi ograniczają sie zwykle do 1h tygodniowo, a za pracę tylko dwoje z nich ma płacone i to śmieszne pieniądze. Z zawodu są kelnerami, pracują w cukierni itp. Tak więc uważam, że Polacy wcale nie odnieśli wczoraj sukcesu, wręcz przeciwnie. Porażką było strzelenie tylko 4 goli!
    Poza tym dzień spędziłam bardzo miło, bo z najwspanialszym chłopakiem na świecie ;)
    A co do tego, co założyłam. Na lekką sugestię chłopaka czerwone tregginsy i biała bluzeczka, czyli barwy narodowe. Sami zobaczcie ;)







4 komentarze:

  1. chyba Andory nie Angory

    OdpowiedzUsuń
  2. Angora, Andora, Angola, kupa, zupa dupa, jeden pies tak jak i Holandia :)

    OdpowiedzUsuń